Tuesday, 11 July 2017

Peter Hedges: „Wyższe sfery” - recenzja książki.


„Wyższe sfery” Petera Hedgesa kupiłam właściwie przypadkiem, przeglądając promocje na stronie jednej z księgarni internetowych. Choć ani tytuł ani nazwisko autora nic mi nie mówiły, moje spojrzenie przyciągnął napis „Nowa powieść autora Co gryzie Gilberta Grape'a”, który to film swego czasu zrobił na mnie ogromne wrażenie. Książki niestety nie udało mi się znaleźć, postanowiłam więc zacząć swoją przygodę z twórczością Hedgesa od „Wyższych sfer”. Czy było to udane doświadczenie? Jak zwykle zapraszam do lektury.


Kate i Tim Welch oraz dwoje ich dzieci to pozornie szczęśliwa rodzina mieszkająca w małym domku na Brooklynie. Ona zajmuje się domem i dziećmi, on uczy historii w prestiżowej szkole i od lat usiłuje dokończyć pisanie doktoratu. Pewnego dnia Kate otrzymuje od dawnego znajomego intratną ofertę pracy, którą, po rozmowie z mężem, decyduje się przyjąć. Od tej pory małżonkowie zamieniają się rolami – Tim zajmuje się domem i chłopcami, a Kate zarabia na ich utrzymanie. Wszystko wydaje się układać pomyślnie, gdyby nie jeden szczegół.: kilka tygodni wcześniej do posiadłości obok wraz z mężem wprowadza się tajemnicza i bogata Anna. Z niewiadomych przyczyn postanawia ona zaprzyjaźnić się z Welchami, którzy, choć zaskoczeni, odwzajemniają sympatię. Nie przewidują jednak, do czego doprowadzi ich nowa znajomość...

„Wyższe sfery” to typowa obyczajówka. Opowiada o życiu młodej rodziny, ich codziennych troskach, zmartwieniach, pracy. Ukazuje świat zwykłych ludzi oraz tzw. wyższych sfer, choć osobiście tytuł ten uważam za nieco przewrotny. Mimo opisu na okładce „wyższe sfery” obecne są tu raczej marginalnie, właściwie jedynie w postaci Anny oraz jej męża. Narracja prowadzona jest w formie pierwszoosobowej, jednak z perspektywy kilku osób. Od czasu przeczytania słynnej „Dziewczyny z pociągu” jestem raczej daleka od zachwytów nad tym zabiegiem, choć przyznaję, że w tym przypadku był on zupełnie udany. Dzięki niemu czytelnik miał szansę dogłębnie poznać myśli nie tylko Kate i Tima, ale także innych bohaterów dramatu. Stworzone przez Hedgesa portrety psychologiczne są moim zdaniem świetne i doskonale uzupełniają niekosmplikowaną fabułę.

Powieść nie jest arcydziełem – większość wątków jest dość przewidywalna, brak tu nagłych zwrotów akcji czy zaskoczeń. Myślę, że nie takie było zresztą założenie tej książki. Nie jest ona jedyna w swoim rodzaju, nie unika znanych rozwiązań, a autor porusza się po utartym, bezpiecznym szlaku. Nie porwała mnie, choć czytało się ją dość przyjemnie. Polecam na nudne niedzielne wieczory.

„Wyższe sfery” oceniam na 3 z 5 gwiazdek.   
***

Tytuł: „Wyższe sfery” / The Heights”
Autor: Peter Hedges
Wydawnictwo: Bukowy Las
Ilość stron: 344
Rok pierwszego wydania: 2010
Język oryginału: angielski