Wednesday, 31 May 2017

Astrid Lindgren: „Dzieci z Bullerbyn” - recenzja książki.


Czy znacie kogoś, kto nie czytał „Dzieci z Bullerbyn”? Ja nie. Wśród moich znajomych nie ma chyba ani jednej osoby, która nie znałaby przygód Lisy, Lassego, Bossego, Anny, Britty i Ollego. Ja znałam je na pamięć i uwielbiam do tej pory.


Myślę, że tej książki nie trzeba nikomu przedstawiać. „Dzieci z Bullerbyn” szwedzkiej pisarki Astrid Lindgren (autorki przygód m.in. „Pippi Långstrump“ czy „Nilsa Paluszka”) to prawdziwa klasyka literatury dziecięcej, przetłumaczona na prawie 40 języków (wg angielskiej wersji Wikipedii). Na podstawie książki powstał również film, którego nie oglądałam oraz kilka spektakli teatralnych, których również nie widziałam. Dlaczego, wyjaśnię poniżej.

Historia toczy się w maleńkiej wiosce – Bullerbyn – pod koniec lat 30. XX wieku, na przestrzeni ok. 24 miesięcy. Główna bohaterka – Lisa oraz jej bracia – Lasse i Bosse, mieszkają w Zagrodzie Środkowej, jednej z trzech położonych w Bullerbyn. W sąsiadującej z nią Zagrodzie Północnej mieszkają przyjaciółki Lisy – siostry Anna i Britta, a w Południowej – Olle, przyjaciel Lassego i Bossego. Mimo że w książce z czasem pojawiają się również inni bohaterowie (rodzice, dziadkowie, mój ulubiony szewc itd.), to właśnie wokół tej szóstki kręci się główna fabuła.


Akcja powieści zaczyna się, gdy Lisa ma 7 lat i przedstawia codzienne, choć zdecydowanie wyidealizowane życie w ówczesnej Szwecji; życie bez żadnych trosk czy zmartwień, pełne radości, słońca, śniegu, szczęśliwych dzieci i zadowolonych dorosłych; życie, o jakim marzy wielu ludzi. Bullerbyn to miejsce, w którym czas wyznaczają jedynie przemijające pory roku. Wszystko ma tu swój porządek i kolejność; praca nie jest dla nikogo przymusem, a przyjemnością. Dzieci chodzą do ukochanej szkoły, mają jednak czas i ochotę na zabawę oraz spędzanie czasu z rodziną. Jednym słowem – idylla i to taka, w którą wiele osób z pewnością jest skłonnych uwierzyć. Świat wykreowany w „Dzieciach...” przypomina mi nieco ten z „Ani z Zielonego Wzgórza”, której recenzję mogliście przeczytać jakiś czas temu. Bullerbyn to, obok Avonlea, kolejne miejsce, w którym mogłabym spędzić życie. Idealne.

Wszystkie dzieci w Bullerbyn są mniej więcej w podobnym wieku i spędzają ze sobą mnóstwo czasu. Choć nierzadko chłopcy rywalizują z dziewczynkami, kłócą się z nimi czy próbują nie dopuścić do swoich tajemnic, przeważnie i tak wszystko kończy się wspólną zabawą. Ich życie, choć spokojne i ułożone, niepozbawione jest przygód i wielu radości. Trudno byłoby streścić tę książkę – po postu trzeba ją przeczytać. Przy okazji można dowiedzieć się kilku ciekawych faktów o Szwecji, m.in. tego, jak spędzane są tam Wielkanoc czy Boże Narodzenie. Wszystkie nieznane polskiemu czytelnikowi słowa, wyjaśnione są w króciutkich przypisach, których, jak na książkę dla dzieci przystało, jest naprawdę niewiele.


Powieść napisana jest bardzo prostym językiem, idealnym dla młodszych czytelników. Jest zabawna, niewinna – po prostu urocza. W dzieciństwie czytałam ją z zapartym tchem (po raz setny, ale nadal wzbudzała emocje), teraz – z uśmiechem na ustach. Nadal uwielbiam tę historię, wciąż mnie bawi i jak rzadko która potrafi przywrócić najpiękniejsze wspomnienia dzieciństwa.

Czytając ją mniej więcej w wieku Lisy, również często wyobrażałam sobie, że mieszkam w Bullerbyn i wraz z koleżankami starałam się wprowadzać niektóre pomysły z historii we własne życie. Fascynacja „Dziećmi...” to w naszym domu zresztą tradycja. Książka należąca do mojej Mamy została zaczytana przez nas do cna, jednak dzięki niedawnemu wznowieniu tego właśnie wydania znów dumnie stoi na półce. Teksty z powieści do dziś znamy zresztą na pamięć i często pojawiają się one podczas „wymiany luźnych uwag”.

A dlaczego nigdy nie widziałam żadnej ekranizacji czy spektaklu? Spójrzcie, proszę, na ilustracje zdobiące nasze wydanie. Dzieci z Bullerbyn wyglądają w mojej wyobraźni dokładnie tak, jak na tych obrazkach i żadne inne ich przedstawienie mnie nie zadowoli. Film mógłby być więc prawdziwym dziełem sztuki, ale mnie będzie w nim brakowało tych papierowych postaci. Ot, takie przyzwyczajenie.


Czy polecam przeczytanie bestsellera Astrid Lindgren? Tak! Każdemu, wszędzie i o każdej porze! To powieść uniwersalna, nigdy nie tracąca na aktualności. To również wspaniały wgląd w dawne czasy sprzed ery komputerów, telefonów komórkowych i im podobnych tworów, jakże skutecznie zaburzających dziś życie rodzinne. Polecam ją jako bajkę dla dzieci, a także dorosłym, jako lekką, piękną lekturę do poduszki; polecam jako powieść cudownie oddziałującą na wyobraźnię, pozwalającą choć na chwilę przenieść się w inny, perfekcyjny świat. Polecam, bo to jedna z najwspanialszych książek dla dzieci, jakie kiedykolwiek powstały.

„Dzieci z Bullerbyn” oceniam na dumne 5 z 5 gwiazdek.
*****


Tytuł: „Dzieci z Bullerbyn” / „Alla vi barn i Bullerbyn”
Autor: Astrid Lindgren
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia 2016
Ilość stron: 372
Rok pierwszego wydania: 1947
Język oryginału: szwedzki